"Nieważne jest, co ludzie myślą. Ważne jest, jakie człowiek ma aspiracje i czego chce."
Leila

Rana postrzałowa na moim brzuchu bolała niemiłosiernie. Nie było to zwykłe draśnięcie, więc cieszę się, że żyję. Chociaż z drugiej strony świat byłby lepszy bez mojej osoby. Z daleka ujrzałam ławkę. Postanowiłam, że usiądę na chwilę. Tak też zrobiłam. Oparłam się plecami o jej oparcie i odchyliłam głowę do tyłu. Swoje nogi mocno wyprostowałam. Na dworze było ciepło, jednak lekki wiaterek drażnił moją skórę. Przymknęłam delikatnie swoje oczy i delektowałam się błogą ciszą.

- Cześć, księżniczko. Fajne masz nogi, o której się rozkładają? - zagadał do mnie tekstem na podryw, a mi zachciało się śmiać. Spojrzałam na niego z politowaniem, a on zaczął się chichrać. Po chwili dołączyłam do niego. Dam sobie rękę uciąć, że słyszałam to w jakimś filmie. - Do tego pewnie jesteś harcerką, zgadłem? - zapytał, siadając koło mnie na ławce, a jak za Chiny nie miałam pojęcia o co może mu chodzić. - No wiesz, postawiłaś mi namiot - szepnął mi na ucho, a ja ponownie wybuchnęłam śmiechem. On był niemożliwy! Nie wierzyłam, że tak szybko poprawił mi humor. Skąd bierze te teksty? Trzeba mu oddać, że poczucie humoru, to on miał jak stąd do Tokio. Lubiłam gościa.
- Nie, ale mogę ci powiedzieć, która jest godzina, bo zegarek - przerwałam na chwilę, aby wywołać nutkę napięcia wśród mojej jednoosobowej publiczności. - Pewnie ci stanął - dokończyłam i jedyne czego brakowało to dźwięk perkusji: badum tss! Chłopak złapał się za głowę i zaczął kiwać nią na boki, mówiąc, że wszystko się wydało i go przejrzałam. Zaśmieliśmy się w tym samym momencie.
- Zdradź mi swój sekret, Leila - odezwał się po chwili milczenia. Odwróciłam głowę w jego stronę, nie do końca rozumiejąc jego słowa. Widział, że nie jestem kumatą osobą, więc postanowił mi to nieco wyjaśnić. - Nie sądzę, że jesteście ze Scarlett maszynami do zabijania i jędzami bez uczuć. Wydaję mi się, że Styles też tak nie myśli, nawet jeśli to jego słowa - powiedział, patrząc mi głęboko w oczy. Z pewnością nie ufałam szatynowi na tyle, aby go oświecić. Wolałam to wszystko zachować dla siebie, nawet pomimo tego, że miałam chęć wygadania się. Ale nie mogłam być miękka. Jestem zołzą i to okropną. Mam w nosie ludzkie życie i prawdę mówiąc wszystko mam w moich boskich czterech literach. Nic się dla mnie nie liczy. Jestem chamska, bezczelna, arogancka i egoistyczna. Nawet teraz nie powinnam żartować z Louisem. Co się do cholery ze mną dzieje? Tak nie może być.
- Gówno mnie obchodzi, co oboje o mnie myślicie. Moje życie jest wystarczająco popieprzone, więc nie zamierzam przejmować się wami: małymi, nieważnymi epizodzikami - odezwałam się niemiło, wiedząc, że lekko przeginam, ale taka byłam. Wracała stara Adler, za którą tęskniłam najbardziej na świecie. Niebieskooki wyglądał jakby nic sobie z tego nie robił, nie był zaskoczony moimi słowami.
- Okey, widzę, że zaczyna ci odbijać szajba. Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce - rzekł, nadal uśmiechając się do mnie wesoło. Stawiam dwadzieścia funtów, że ten szczerz nigdy nie zniknie mu z twarzy. On chyba się nie smuci, tylko ciągle ma dobry humor. Nie mogłabym tak. Ten koleś musi mieć udane życie. Tomlinson wstał z miejsca i stanął przede mną. Nie wiedziałam, co zamierza zrobić, dlatego czułam się trochę niepewnie. Po chwili poczułam jak odrywam się od ławki i ląduje na jego ramieniu. No nie wierzę, że on mnie przerzucił jak worek ziemniaków. Nikt tak ze mną nie postępuje. Większość uciekłaby ode mnie z przerażenia, wiedząc, że mam przy sobie naładowaną broń i potrafię nieźle nakopać do dupy. Ale nie, on był inny i starał się pokazać mi, że traktuje mnie jak normalną dziewczynę, a nie zabójczynię. Z jednej strony była to miła odmiana, ale z drugiej chciałam mu przywalić z kamienia w głowę i dać do zrozumienia, że ze mną się tak nie postępuje.
- Puść mnie, bałwanie! Natychmiast masz mnie odstawić na ziemię, bo nie przeżyjesz tej nocy, obiecuję ci to - wrzeszczałam na niego jak opętana, jednak chłopak sprawnie to ignorował. Waliłam go w plecy z pięści, lecz mimo tego, że parę razy zawył z bólu, to nie szedł mi na rękę, wciąż trwając przy swoim. Jego dłonie znajdywały się na moim tyłku, udając, że w tym sposób najlepiej mu się mnie niesie. - Rączki przy sobie, Lou - dodałam, kiedy znudziło mi się bicie mojego "cudownego" kolegi.

- Dobrze. Wątpię, że uda ci się pokazać moje dobre oblicze, ale nie mam nic do stracenia. Wsiadaj do auta i zawieź mnie gdziekolwiek chcesz, a ja obiecuję, że nie wyskoczę podczas jazdy. Rana postrzałowa w zupełności mi wystarczy - powiedziałam z powagą, a on pokiwał głową na znak, że się zgadza, po czym usiadł na miejsce kierowcy. Mam nadzieję, że nie będę tego żałować.
*
Otworzyłam zaspane oczy i zobaczyłam, że dojechaliśmy na miejsce. Tylko nawet nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy, ponieważ całą drogą postanowiłam przespać. Jeśli Louis okazałby się psychopatą, to nawet nie wiedziałam dokąd uciekać. Brawo, Leila. Jak zwykle wszystko masz pod kontrolą. Moje drugie ja dawało się we znaki, śmiejąc się ze mnie w głos. Jedyne czego byłam pewna to fakt, że znajdowaliśmy się w lesie. Na dworze już powoli robiło się jasno, także mogłam dokładnie zbadać teren. Wokół nas były drzewa, jednak przed nami znajdował się wielki pomost, a zaraz za nim jezioro. Nie byłam dobra z geografii, więc to miejsce nic mi nie mówiło. Trzeba było uważać na lekcjach, a nie rozmawiać o chłopakach z April Morrison. Teraz mam za swoje. Przeciągnęłam się na siedzeniu samochodu, przy okazji ziewając. Louis wyłączył samochód i wyciągnął kluczyki ze stacyjki. Wysiadł z pojazdu, nakazując mi zrobić to samo. Wykonałam posłusznie jego polecenie. Przynajmniej mogłam wyprostować swoje biedne, obolałe nogi. Chłopak postanowił nie zamykać auta i zostawił klucze w środku. Nie wiem czy było to dobre posłunięcie, ale nie oceniałam go. To samo zrobił z telefonem. Kiedy chciałam poszukać swojego czarnego BlackBerry okazało się, że został na siedzeniu. Pewnie wypadł mi podczas przejażdżki. Nie chciało mi się go już wyciągać, dlatego został w tym samym miejscu. Zaczęliśmy kierować się w stronę pomostu. Czułam, że szykuje dla mnie coś tak idiotycznego, że w życiu bym na to nie wpadła. Ale w końcu to jest Tomlinson, tego nie ogarniesz.

- I co teraz? Będziemy oglądać krajobrazy, poopalamy się czy walniesz mi zajebiście długą przemowę? Wybacz Tommo, ale to nie film. Ja się od czegoś takiego nie zmienię - powiedziałam zgodnie z prawdą, a on nie spuszczał ze mnie wzroku. Chciałam w tamtym momencie znać jego myśli. Louis był w pewnym sensie dla mnie zagadką. Nie mogłam go rozgryźć i to mi się podobało. Niby był sympatyczny, niby wesoły, niby mi pomagał, ale wiedziałam, że skrywa w sobie jakiś straszny sekret. Może nie zabijał tak jak ja, ale coś przykrego musiało wydarzyć się w jego życiu.
- Nie. Mam znacznie lepszy pomysł - oznajmił i wtedy poczułam jak wpycha mnie z całej siły do jeziora. Zdezorientowana wpadłam do wody i jedyne co usłyszałam to głośne plusknięcie. Woda naleciała mi do oczu, nosa i uszu. Odbiłam się od dna i wypłynęłam na powierzchnie z chęcią zamordowania szatyna. Stał na pomoście z wesołym uśmiechem, dokładnie mnie obserwując.
- Louis! Jesteś już trupem! - wrzasnęłam, uderzając pięścią o taflę jeziora. Szatyn ściągnął swoje buty i skarpetki, po czym z rozbiegu skoczył z pomostu. Wylądował koło mnie, przez co ochlapał mi całą moją twarz. Kiedy jego głowa wynurzyła się, miałam ochotę go utopić. Jednak widząc jego szczery uśmiech, poddałam się. Chciało mi się wręcz śmiać. Ta sytuacja była przezabawna.
- Widzisz, Leila, czasami trzeba się wyluzować i odpocząć od problemów. Nie możemy się wciąż zamęczać swoimi kłopotami, bo idzie dostać na głowę. Zachowujemy się w tej chwili jak dzieci, ale prawdę mówiąc, to nimi jesteśmy. Gdybyś była zepsuta do szpiku kości, to już dawno byś mnie utopiła. Gdzieś głęboko w sobie masz jeszcze uczucia, ale boisz się je okazać. Ale pierwszy raz w życiu powiem ci żebyś miała to w dupie, bo dzisiaj masz o ty nie myśleć. Baw się - zaczął mi tłumaczyć Tomlinson, a ja chciałam mu przyznać rację, ale z drugiej strony nie mogę mu dać tej satysfakcji. Miałam zamiar posłuchać jego wskazówek i po prostu zabawić się. Zupełnie jak dziecko. Czekał na moją reakcje, jednak ja tylko uśmiechnęłam się do niego łobuzersko i zaczęłam chlapać go wodą.

- Zabierz mnie do Scarlett, Lou.
Scarlett

-Przyszedłem Cię pocieszyć.Nie ma nic lepszego od czekoladek,tak?-zaśmiał się.-No chyba że...-tu specjalnie urwał,odłożył wszystko na półkę i przysunął się bliżej.Lewą rękę położył na moim policzku,a drugą objął mnie za szyję i pochylił się nade mną.Czułam jak z podniecenia zaczyna mi brakować tchu,pragnęłam go znowu tu i teraz,jednak wiedziałam,że to niemożliwe.Nie wiem dlaczego tak na mnie działał,co było w nim takiego,że aż tak bardzo mnie do siebie przyciągał? Wiedziałam,że to co robię jest złe,miałam nieodparte uczucie,że za tym chłopakiem kryje się seria kłopotów,ale mimo to nie potrafiłam przestać. Gdy nasze usta się połączyły,moje serce zaczęło bić jak szalone.Nie wiem jak długo się całowaliśmy,ale w pewnym momencie musiałam zaczerpnąć powietrza. Oderwałam się od niego i przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie dysząc i uśmiechając się. Wtedy nagle drzwi otworzyły się i do sali wkroczyła Leila, Louis i Harry.
Od autorek: Hej! Tym razem to ja napiszę notkę pod spodem (czyt. Weronika). Chciałabym was bardzo przeprosić, że w poprzednim rozdziale nic nie napisałam, tylko biedna Marta musiała sama ogarnąć cały rozdział. Nie miałam weny na to opowiadanie i gdyby nie moja współautorka, to najchętniej usunęłabym tego bloga, ale teraz wszystko jest już w porządku. Rozdziały będą mniej więcej regularnie, postaram się. Teraz przynajmniej wynagrodziłam wam długością tego rozdziału. Czekamy na wasze wszelkie opinie, liczymy na komentarze. Pozdrawiam serdecznie :)
Te teksty są powalające.
OdpowiedzUsuńKocham Cię Louis tak bardzo.
"Bo postawiłaś mi namiot"
Nie wierzę, że coś takiego można naprawdę powiedzieć.
I to na głos.
Słodki Jezu.
Rozdział świetny, zwłaszcza końcówka.
I środek.
I początek.
meh.
Nie mogę się doczekać, co będzie dalej!
Zostaje mi tylko potulnie czekać.
No, i zachęcić Inflamarę do przeczytania mojego bloga XD
Bo Weronikę już zwerbowałam, hehe.
Do zobaczenia <3
http://zimno-zimno.blogspot.com/ (02: Nadęta kobyła wydaje mi polecenia)
Węgielek xxx
Super rozdział juz się nie mogę doczekać następnego :)
OdpowiedzUsuńświetny rozdział!
OdpowiedzUsuńczekam na więcej! zapraszam do siebie! :)
http://art-of-killing.blogspot.com/
Super blog!
OdpowiedzUsuńI przy okazji zapraszam http://thethreatoflove.blogspot.com/ :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz , bardzo dobrze ci to idzie :)
OdpowiedzUsuńHej :* dopiero zaczynam czytać tego bloga i przyznam szczerze ze naprawdę świetne opowiadanie, będę na sto procent czytać + dodaje się do obserwatorów :) aaaa i bym zapomniała mam do cb prozbe wpadniesz na bloga Koleżanki :) te opowiadanie jest super serio polecam :)
OdpowiedzUsuńhttp://rose-abducted.blogspot.com
Dzisiaj przeczytałam całe osiem rozdziałów i patrzę na datę... 8 kwietnia. I to boli :c
OdpowiedzUsuńKocham Leilę! Jest genialna, niby taka suka, a jednak... Do tego Lou, od razu go pokochałam, masakra <3 Co do Scar... Mam mieszane uczucia, czasami myślę, że ją lubię, innym razem mnie denerwuje, to samo jeśli chodzi o Harry'ego, ale w sumie... To jest w nich fantastycznego! :D Zayn... Sama bym go brała, ale dziewczyny niech się ogarną na jego punkcie, serio :/
Kiedy można się spodziewać następnego rozdziału? :)
Carrie