wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 3

''Każda rzecz,czynność,wypowiedziane słowo ma wpływ na przyszłość.''

Scarlett
 W ciszy przemierzałyśmy ciemne ulice uśpionego miasta. Słychać było jedynie ciche pochrapywanie Leili z tylnego siedzenia i delikatne brzmienie radia. Otworzyłam przednie szyby i szyberdach aby poczuć wiatr we włosach,poczuć... wolność. Byłam wolna i to było teraz moim najcenniejszym skarbem. Na miejsce dojechałyśmy kiedy już świtało,szturchnęłam Leilę lekko aby się obudziła, poprawiłam rozwiane włosy i wysiadłyśmy z auta.
 - Gdzie ty mnie wywiozłaś kiedy spałam? - przetarła zmęczone oczy i rozciągnęła się.
 - Spałaś jedynie pół godziny. - parsknęłam śmiechem i wyciągnęłam z półki dwa pistolety. Rzuciłem jednym w jej kierunku, a ona ziewając złapała go w ostatnim momencie. - Jesteśmy po drugiej stronie Manchesteru.
 - W takim razie do roboty. - klasnęła w dłonie i ruszyłyśmy. Sprawa poszła nam dosyć gładko. W akcie samoobrony, ekhm w każdym razie tak to nazwijmy, pozbyłyśmy się dwóch napastliwym gości, którzy próbowali się do nas dobrać. Kiedy byłyśmy pewne że zostałyśmy wywiezione w pole i niczego tam nie znajdziemy, natknęłyśmy się na pewnego człowieka, który dysponował pewnymi informacjami. Problem polegał na tym, że nie był dla nas zbyt miły.
 - Sprawa wygląda całkiem jasno, jak to mówią: bez współpracy nie ma kołaczy. - Leila chodziła wokół jego krzesła do którego został przywiązany i palcami bawiła się swoją bronią.

 - To chyba nie do końca tak brzmiało, ale sens ma ten sam. - uśmiechnęłam się delikatnie w kierunku mężczyzny. Podwinęłam moje skórzane spodenki wysoko do góry i usiadłam mu na kolanie, zwodząc go przy tym spojrzeniami. - My naprawdę... - położyłam mu palec na ustach. - ..naprawdę... - zjechałam nim niżej. - ...naprawdę.. - teraz palcem świdrowałam w okolicach jego spodni. - ...potrzebujemy tych informacji. Jestem pewna,że jakoś się dogadamy. - powiedziałam najsłodszym głosem na jaki mnie było stać.
 - Ja też jestem tego pewna. - oznajmiła Leila, po czym wycelowała pistoletem w jego stopę. Facet wrzasnął z bólu, ale nie mógł się ruszyć. Wzdychając wstałam z jego kolan i oddaliłam się, pozwalając przyjaciółce zrobić to po swojemu. Była ode mnie silniejsza, była odporna na ludzkie cierpienie, ja natomiast wolałam po prostu zabić i po sprawie. Ale wiedziałam, że dzięki jej towarzystwu prędzej czy później się tego nauczę. Po piętnastu minutach zamęczania go, mężczyzna w końcu wygadał nam to, co przed nami ukrywał.
 - A teraz błagam, wypuśćcie mnie stąd! - wrzeszczał, jęczał, błagał, byłam pewna że gdyby tylko mógł, padłby do naszych stóp. Leila bezgłośnie parsknęła, poklepała mnie po ramieniu i szepcząc 'załatw to' zostawiła mnie z nim sam na sam. Krew ciurkiem spływała na podłogę z kilku ran, a jego jasna koszula po obu stronach była poplamiona czerwoną cieczą. - Co ty robisz?! - załkał, kiedy zobaczył jak unoszę swoją broń w górę. - Do cholery, co ty...
 - Ja tylko chcę Panu pomóc. - odparłam delikatnie, zacisnęłam powieki i nacisnęłam na spust.

*

 - Nie powinnaś być taka miękka. - upomniała mnie przyjaciółka, kiedy wsiadłam do samochodu w którym ona już na mnie czekała. Odpaliła wóz i z piskiem opon odjechała stamtąd jak najdalej.
 - Wcale taka nie jestem.
 - Akurat. - uśmiechnęła się i spojrzała na mnie. - A ta obgryziona warga to co? - puściła do mnie oczko a ja westchnęłam głośno i otworzyłam okno. Spiker w radiu poinformował nas, że dochodziła dopiero siódma rano. Miasto powoli wstawało, to też nie było jeszcze zbyt wielkiego ruchu na drogach, przynajmniej na tych pobocznych którymi się kierowałyśmy. Leila,która dowodziła całą naszą dzisiejszą 'akcją' postanowiła że wybierzemy się do centrum handlowego na małe zakupy, a dopiero wieczorem wybierzemy się w adres, który zdobyłyśmy. Mogłyśmy sobie pozwolić na nową garderobę, gdyż obrabowałyśmy kieszenie naszych nowo poznanych kolegów, im i tak już do niczego się nie przydadzą. Na początek zafundowałyśmy sobie wielkie, przepyszne śniadanie w jednej z restauracji, a potem rozpoczęłyśmy zakupowe szaleństwo, bawiąc się przy tym świetnie. Do przymierzalni zabierałyśmy ze sobą pół sklepu, a przymierzając to wszystko śmiałyśmy się w niebo głosy i za każdym razem udawałyśmy, że jesteśmy modelkami na wybiegu. W końcu zrobiłyśmy sobie przerwę na obiad, potem kupiłyśmy sobie na nowe komórki bo było nas nawet na to stać, a następnie powróciłyśmy do zakupowego szału. Ostatecznie wieczorem wyszłyśmy z centrum obładowane torbami oraz ubrane w nowe kreacje: ja postawiłam na klasyczną biel plus czerń, a usta wymalowałam krwisto czerwoną pomadką, a Leila na małą czarną.
 Zaraz potem ruszyłyśmy w wyznaczony adres. Tym razem prowadziłam ja, Leila natomiast włączyła radio na cały regulator, otworzyła wszystkie szyby w oknach i chichocząc śpiewałyśmy na cały głos piosenkę The Big Bang - Rock Mafia. Byłyśmy właśnie przy refrenie, kiedy nagle usłyszałyśmy głośny huk i poczułyśmy jak coś spycha nas na bok. Leila ściszyła radio a ja zahamowałam z piskiem opon. Cała wściekła wysiadłam z wozu, obejrzałam zgnieciony bok i poczułam narastającą frustrację. Kiedy ktoś mnie wściekł, potrafiłam być niczym burza z piorunami. Zarzuciłam do tyłu moje rude włosy i odwróciłam się. Tuż za nami stał czarny Range Rover.


Leila
   Scarlett wysiadła z naszego auta, a ja postanowiłam zostać w środku. Wiedziałam, że nic dobrego z tego nie wyniknie, ponieważ jestem zbyt impulsywna i mogę się posunąć do niepotrzebnych czynów, a przecież kłopoty nie są nam teraz potrzebne. Wzięłam głęboki wdech, a po chwili wypuściłam głośno powietrze z ust. Słysząc śmiechy jakiś dwóch kolesi, stwierdziłam, że muszę iść i wesprzeć swoją przyjaciółkę, bowiem dziewczyna mogła sobie nie poradzić. Mimo tego, co życie jej zgotowało i ile przykrości ją spotkało, ona nadal jest miękka i uprzejma dla innych, a każdy przecież doskonale wie, że tacy ludzie są wykorzystywani. Trzeba być twardym, bo inaczej zmieszają cię z błotem.
   Kiedy wysiadłam z wozu, udałam się na tyły, ponieważ to tam stali wszyscy zainteresowani. Zlustrowałam wzrokiem chłopaków, którzy spowodowali wypadek. Jeden z nich wyglądał, jak bezdomny, a drugi, jak dzieciak z mopem na głowie. Może to głupie osądzać kogoś po wyglądzie, ale czuję, że nie dogadam się z nimi. Spojrzałam na tył naszego samochodu i otworzyłam buzię ze zdziwienia. Nie spodziewałam się, że tak bardzo go zmasakrowali. Zabiję ich. Obiecuję.
   – Osobiście uważam, że wina leży po obu stronach. Jechałyście zbyt wolno, słuchając przy tym głośno muzyki. Zapomnijmy o tej sytuacji – odezwał się koleś bezdomny, a w jego oczach mogłam dostrzec cwany błysk. On z nas kpił. Nie wiesz z kim grasz, kolego.

   – Chyba sobie jaja robisz. Płacicie za te szkody, bo to wy jak debile jechaliście z setką na liczniku. To auto ma jeszcze dzisiaj lśnić, jak nowe, zrozumiano? – powiedziałam do nich, a oni zaczęli się dusić ze śmiechu. To był was błąd, pajace.
   – Niegrzeczna i pewna siebie. Lubię takie – rzekł ponownie ten sam chłopak. Nie bądź taki mądry, bo za piękny nie jesteś.
   – Radziłabym ci jej nie denerwować – oznajmiła mu Scarlett, a on tylko parsknął pod nosem. Nim się zorientował, wzięłam jego bluzę w garść, po czym pchnęłam go na maskę jego samochodu. Jęknął, a na mojej twarzy pojawił się triumfujący uśmieszek. Teraz już ci nie jest do śmiechu? – A nie mówiłam?
   – Dobra, dobra! – krzyknął ten drugi. – Bez przemocy też się obejdzie. Mam kumpla mechanika, możemy podholować wasze auto do niego. Wszystkie koszty zostaną przez nas pokryte – wyjaśnił nam dokładnie, co i jak, a mnie taki obrót spraw jak najbardziej satysfakcjonował.
   – Wybraliście najlepszą opcje z możliwych, serio. Leila zna karate, kung fu, taekwondo – zaczęła wyliczać na palcach rudowłosa, co oczywiście było stekiem bzdur, jednak chłopacy złapali haczyk i odsunęli się od nas na znaczną odległość, po czym przyczepili nasz wóz do swojego. – No i parę innych japońskich słów – dodała tak, aby jej nie usłyszeli. Wybuchłyśmy śmiechem i przybiłyśmy sobie piątkę. Uwielbiałam ją za to, że nawet w takiej sytuacji potrafiła zażartować. Powiedzcie mi, jak tu jej można nie kochać? Ta dziewczyna, to najlepsze, co mnie w życiu spotkało.

*

   – Och, bez przesady! Czy to naprawdę takie skomplikowane otworzyć drzwi? – zapytałam, unosząc ręce do nieba, jakby prosząc o to, by Bóg dał mi siłę na tych dwóch pajaców. Obiecuję, że jeśli wkurzą mnie jeszcze raz, to ich zabiję. – Powiem najprościej, jak umiem. Weź klucz, wsadź go do zamka i przekręć. O to cała filozofia. Naprawdę Harry, to nie jest takie trudne, jak się wydaje. Trochę poćwiczysz i już niedługo będziesz mistrzowsko otwierał drzwi – dodałam sarkastycznie, na co chłopak skarcił mnie wzrokiem. Nie wierzę, że stoję pod ich domem już pięć minut.
   A no tak! Nie wiecie jeszcze najlepszego. Chłopcy podholowali nasze auto do ich kumpla-mechanika i będziemy mogły go dopiero odebrać za trzy dni, bowiem zniszczenia są wielkie. Razem ze Scarlett musiałyśmy znaleźć hotel, w którym mogłybyśmy zamieszkać na parę dób, ponieważ nie jest już możliwe to, aby nocować w naszym pojeździe. Ale skoro mamy popsuty samochód, to nie możemy się przemieścić, a znalezienie najbliższego hotelu na pieszo byłoby zbyt wyczerpujące. Dlatego też nasi jakże uczynni "przyjaciele", którzy zniszczyli nasz wóz zaoferowali się, że nas przygarną na te parę dni. Czy to nie miłe z ich strony? Przestańcie, bo zwymiotuję. Scarlett oczywiście ucieszył ten pomysł, mnie jakoś niekoniecznie, ale nie widząc innego, wygodnego wyjścia, zgodziłam się. I o to tym sposobem stoję przed ich domem i czekam aż ten dzieciak w końcu otworzy te pieprzone, mahoniowe drzwi. Przez ten cały czas mogłam im się dokładnie przyjrzeć. Chłopak, który dzisiaj miał dzięki mnie bliskie spotkanie z maską samochodu miał na imię Louis. Jego włosy były brązowego koloru i były ułożone w stylu artystycznego nieładu. Jego oczy były szaroniebieskie, natomiast usta pełne i malinowe. Zarost na jego lekko opalonej skórze odpychał mnie. Nie dodawał mu męskości i uroku, a wręcz sprawiał, że wyglądał, jak bezdomny. Jego przyjacielem był Harry. Tak, to ten, który nie potrafi otworzyć drzwi od swojego domu. Brawa dla tego pana. Chłopak był młodszy ode mnie parę lat. Było to widać już na pierwszy rzut oka, ponieważ jak już wcześniej wspomniałam - wyglądał, jak dziecko z mopem na głowie. Ale przynajmniej nie był bezdomnym! Jego oczy były koloru zielonego, a włosy dokładnie, jak jego poprzednika, czyli brązowe. Tylko zamiast artystycznego nieładu, na jego głowie było mnóstwo loków. Mówiąc krótko: nic specjalnego nie widzę w żadnym z nich.
   – Jak jesteś taka mądra, to sama je otwórz. Ten zamek jest chyba popsuty! – wrzasnął brunet, podając mi klucz od ich mieszkania. Włożyłam go do zamka, przekręciłam i drzwi otworzyły się na całą szerokość. Scarlett wybuchła głośnym śmiechem, a zaraz za nią Louis. Natomiast zielonooki patrzył na mnie spod byka. – Czysty fart, cholerny fart. Za drugim razem ci się już nie uda.
   – Styles – odezwał się pan bezdomny. – Po prostu pogódź się z tym, że jesteś kompletnym nieudacznikiem – powiedział, klepiąc go na pocieszenie po ramieniu.
   – Cicho Tomlinson, to ty nie umiałeś ostatnio żarówki wymienić – skomentował Loczek.

   – Naprawdę niezwykle interesujące jest to, co mówicie – zaczęła sarkastycznie rudowłosa – ale czy możemy wejść już do środka? – zapytała, patrząc na wszystkich po kolei.
   Chłopacy kiwnęli głową na tak. Stanęłam w przejściu i trzymając klucze od ich mieszkania, zrobiłam śmieszną minę, nabijając się cały czas z dzieciaka z mopem na głowie. Wyrwał mi je z rąk, po czym obrażony wszedł do środka. Louis posłał mi rozbawione spojrzenie, a następnie, jak to na gentlemana przystało, zaprosił nas do ich posiadłości. Pewnym krokiem przekroczyłyśmy próg mieszkania i od razu udałyśmy się do salonu, aby rozsiąść się wygodnie na sofie. To właśnie w ten sposób się wszystko zaczęło.

Od autorek: Cześć kochane! Jak widzicie po miesiącu nieobecności wróciłyśmy z nowym rozdziałem. Mamy nadzieję, że wam się spodoba i wybaczycie nam to, że nie było nas tak długo. Liczymy na to, że swoją ocenę zostawicie w komentarzu, bo jak wiecie - bardzo to nas motywuje do dalszej pracy. Nie przedłużając już dłużej. Życzymy wam miłych wakacji! Pozdrawiamy :*

7 komentarzy

  1. Serio według Leili oni nie są przystojni ?! O LOLL // Mery

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Super rozdzial !! :D i fajnie że wróciłyście :) // Mery

      Usuń
  2. Myślałam, że wócicie po wakacjach...a tu takamiła niespodzianka :DD Rozdział genialny;-** . Podoba mi się to, że gdy dziewczyny zobaczyły chłopaków, to nie zakochały się w nich od razu xD Czekam na next - mam nadzieje, że pojawi się naprawdę szybko ;-))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale zajebisty rozdział, bardzo polubiłam obie bohaterki :D
    Niezły rozdział! :* Dużo zaczęło się dziać, a do tego
    już pojawili się Louis i Harry :D Z czego się mega cieszę
    jestem już ciekawa jak to się potoczy dalej :D
    Czekam na nexta i zapraszam na nowy rozdział:
    http://nosweet-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dobrze, że wróciłyście dziewczyny! Strasznie się stęskniłam za tym opowiadaniem, nawet nie macie pojęcia jak bardzo. Ale na szczęście już jesteście i wszystko będzie dobrze :)
    Rozdział jest cudowny, serio mi się podoba, naprawdę. No i w końcu pojawia się Lou i Harry! Długo na to czekałam, ale opłacało się, bo jestem pewna, że czymś mnie zaskoczycie :)
    Podoba mi się te całe spieranie się Leili z Harrym, chyba się nie polubią, no ale wierzę, że do akcji wkroczy Louis i pokaże Leili, że nie jest bezdomnym. Liczę na Harry'ego i Scarlett jeśli wiecie o co mi chodzi ^^ Hahaha xx
    Przez całą tą akcje z autem i ich sprzeczkę tylko czekałam na moment, gdy Scar, albo Leila wyjmie pistolet, no ale tak się nie stało ;c Jestem ciekawa jaka byłaby ich reakcja.
    Wspólne mieszkanie? Jestem na tak i już nie mogę się doczekać następnych rozdziałów, bo czuję, że to będzie świetne :)
    Pozdrawiam i życzę weny xx
    PS Zapraszam do mnie :)
    dirty-secrets-fanficton.blogspot.com
    city-of-the-fallen-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak, przerwa była całkiem długa, ale rozdział też niczego sobie! Czekam na kolejne, bo chyba będzie to wyjątkowa "opowieść przy kominku" ;) M.

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny już nie moge się doczekać następnego :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon by Devon